Szarpnęłam Li za ramię i powiedziałam cicho do niej- Widzisz go?- powiedziałam zapatrzona w jeden punkt. W tym momencie dziewczyna była zdziwiona tak samo jak i ja. Powód? On tu był, sam Justin Bieber. Ma jeszcze czelność pokazywać mi, Lindy i innym na oczy. W szybkim tempie uciekłam do toalety, zostawiłam Lindy samą, ja nie chciałam, nie chciałam żeby mnie zobaczył.
Siedziałam już 10 minut w łazience. Przez tyle czasu przypomniało mi się wszystko, wszystkie nasze dobre i złe wspomnienia. Nagle do łazienki powolnym krokiem przyszła przyjaciółka i usiadła obok mnie.- Pamiętasz jak chodziliśmy razem nad jezioro?- dziewczyna zamilkła i uważnie się wsłuchiwała- A pamiętasz te nasz pikniki w środku nocy?- lekko się zaśmiałam i położyłam głowę na ramieniu.
- Nie myśl o nim, on jest ostatnią z ostatnich rzeczy które powinnaś mieć na głowie, baa, ty nim w ogóle nie powinnaś zaprzątać sobie głowy.- powiedziała patrząc mi prosto w oczy. Nagle i niespodziewanie wybuchłam:
- Tobie tak łatwe jest to powiedzieć? Ja, ty oraz Chaz..- ostatnie imię powiedziałam z drżącym głosem-.. przyjaźniliśmy się razem ponad 10 lat. Tego nie da się wymazać z pamięci od tak, a tym bardziej teraz, gdy on tu wrócił.- krzyknęłam prawie płacząc- Gdy Chaz umarł prawie się załamałam, zresztą ty byłaś w takiej samej sytuacji jak ja. Kochałyśmy go jak własnego brata, a co zrobił Justin? On stchórzył i uciekł do Wielkiej Brytanii nie mówiąc o tym nikomu, a ty mówisz, żebym o tym zapomniała?- parsknęłam śmiejąc się z jej postawy. Wstałam pośpiesznie zostawiając ja samą z tym wszystkim co jej powiedziałam. Wychodząc z łazienki minęłam się z Bridgit z jej psiapsiółką, która musiała dodać swoje marne dwa grosze.
- Cassie wiesz że Justinek wrócił do naszej szkoły? Podobno już nie ma zamiaru przyjaźnić się z Lucy Parker i Lindy?- powiedziała śmiejąc się i patrząc się na Cassie- Ojej, ty tu jesteś?- udała że jest smutna i wybuchła śmiechem z Cassie. Już miałam coś do niej mówić, ale zrezygnowałam. Poszłam w stronę wyjścia nie zwracając już na jej docinki bo są tak wartę jak i ona sama. Przy samym wyjściu stał oczywiście Bieber- Oż ci los- szepnęłam sama do siebie, bo większego pecha to ja nie mogłam mieć. Zerknęłam na niego spod moich brązowych włosów. Jego fryzura była inna niż trzy lata temu, była postawiona na żel. Oczy miał tajemnicze, trochę smutne. Jego styl był bardziej typu 'bad boys'. Zmienił się. To stwierdziłam od razu. Nie zauważył mnie, a może zauważył, tylko mnie nie poznał? Gdy wychodziłam przez bramkę, czułam na sobie jego wzrok, który mnie palił od środka. Nagle ktoś złapał mnie za ramię. Moje serce zaczęło szybciej bić. Myślałam, że to Justin, ale na szczęście to Lindy.
-Jezu!- podskoczyłam ze strachu i pisknęłam głośno. Lindy się zaśmiała:
-Myślałaś że to on?- przewróciłam oczami i puknęłam się w czoło na znak że jest ostro pokręcona. Popatrzyłam się w jego stronę, nie było go.
UWAGA
Z lewej strony pojawiła się zakładka 'Informowani', jeżeli chcesz być informowana napisz tam w komentarzu swój user.
mój tt: @hejkarusso
POLECAM http://opponents-fanfiction.blogspot.com/
Przepraszam ze taki krótki, ale chciałam szybko dodać. Jutro lub pojutrze będzie o wiele dłuższy .
xx
UNWANTED SURPRISE
sobota, 31 maja 2014
czwartek, 29 maja 2014
one
Za dwa dni moja 16, rozumiecie to?- złapałam za ramiona wyższą ode mnie o głowę szatynkę, która po chwili przewróciła oczami i popatrzyła się siedzącą na rogu łóżka blondynkę.
- Jezu, co wam jest dziewczyny?- powtórzyłam gest szatynki.
- Mówiłaś to nam dzisiaj z milion razy- zaśmiała się- Dobra, koniec tego pierdolenie, pogadajmy lepiej o tym nowym co doszedł do waszej klasy.-popatrzyłam się na nią zdziwiona- No co? Byłam wczoraj w waszej szkole, podziwiać to i owo.- razem z Lindy spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo.
Kels jest od mnie i od Lindy o 2 lata starsza, wiec ma 18 lat. Pracuję w małej knajpce na rogu ulicy Bring Street. Parę miesięczni temu zerwała z Tommym, chłopak chodzi ze mną do klasy. Szczerze powiedziawszy Kels na stówę jeszcze coś do niego czuje. Ostatnio przyjeżdża do szkoły tylko po to żeby go zobaczyć czy ta suka Bridgit z nim kręci.
- Co do tego nowego to ma na imię Ryan, Ryan Butler. Gadałam z nim raz, może dwa. Gościu wydaje się całkiem okej.- powiedziałam obojętnie patrząc przy tym na mojego paznokcia.
-Lindy, chodźmy już do domu bo Jessie będzie się złościł, a wiesz jaki on jest gdy nie ma mamy.- powiedział Lindy i przytuliły mnie obie na pożegnanie. Trochę mi ich szkoda, bo ten ich ojczym jest takim skurwysynem. Podczas gdy ich mama, pani Jan jest w domu zachowuje się jak święty, ale gdy zostają sami zachowuje się tak jakby był panem domu. Dobrze że moja mama nie ma jak na razie żadnego chłopaka. Zresztą wątpią, że moja mama znajdzie sobie kogoś, po śmierci ojca, załamała się, parę razy trafiła do szpitala, chciała popełnić samobójstwo. Ale zawsze ja ją powstrzymywałam lub babcia która wtedy często tu bywała. Czasami jeszcze boję się zostawić moją mamę samą w domu, ale częściej to ona mnie zostawia. Pracuje całe noce, oraz często jeździ do babci. - Kochanie, jadę do pracy, będę nad ranem, albo w południe.- krzyknęła z dołu mama- Okej- odpowiedziałam jej wchodząc powoli do łazienki. Szybkim ruchem wlałam gorącej wody do wanny i zdjęłam z siebie ubrania. Gdy weszłam do wanny namydliłam swoje ciało malinowym mydłem. Podczas kąpieli włączyłam moją ulubioną piosenkę 'The Bing Bang'. Nie jestem jakąś wielką fanką Rock Mafii ale mają wiele fajnych kawałków, które wpadają w ucho. Po pół godzinnym relaksie, wsmarowałam w ciało mój ulubiony krem toffi. Jezu, gdybym mogla to bym go zjadła. Nagle zawibrował mój telefon. Żwawym ruchem odebrałam telefon nie patrząc kto dzwoni. -Halo?- powiedziałam. Nikt nie odpowiedział, parę razy powiedziałam to samo, lecz znowu pustka. Było tylko słychać oddech kogoś. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Ręce. zaczęły mi się pocić ze zdenerwowania i strachu. Popatrzyłam na ekran telefonu.'Nieznane'. Napis który przeczytałam zabił mnie totalnie. Energicznie nacisnęłam czerwony przycisk i schowałam się pod kołdrę.
Nad ranem obudził mnie ten cholerny budzik. Wstałam i pospiesznie poszłam do łazienki. Nadal byłam przestraszona tym telefonem. Może to była Lindy albo Kels? Ale nie, one wiedzą że panicznie się boje, a horrory to moje przeciwieństwo.
Po skończonej porannej toaletce, obrałam moja ulubioną białą bluzkę z czarnymi napisami, oraz szare jeansy. Do tego założyłam fioletową bluzę i czarne vansy. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Po chwili do domu wpadła zdyszana Lindy. Blondynka siadła na stole i wzięła z koszyczka jabłko.-Gotowa do szkoły?- powiedziała z jabłkiem w buzi Lindy. Kiwnęłam głową na tak i wyszłyśmy z domu w stronę szkoły.
- Dzwoniłaś do mnie wczoraj wieczorem?- spytałam zerkając na nią spod kaptura.
- Nie, a co?
Nic już nie odpowiedziałam, do szkoły doszłyśmy w milczeniu, a to jest bardzo dziwne, bo ona jest zawsze rozgadana. Pod szkołą już stała elita szkolna, czyli Bridgit, Tommy i Cassie. Są popularni tylko z jednego powodu, matka Cassie jest jedną z najlepszych projektantek mody na świecie. Reszta z nich też może spać na kasie.
- Matematyka, ogh. Najgorszy przedmiot jaki może być.- jękła poirytowana swoją pierwszą jedynką z matematyki. Czasami po prostu mam jej dość, ma chyba najlepsze oceny w całej szkole, a ona się przejmuje jedna jedynką.
- Dziewczyno opanuj się.- przewróciłam oczami i poszłam na stołówkę. To co zobaczyłam mega mnie zdziwiło.
mój tt @hejkarusso
nowy rozdział jutro:)
- Jezu, co wam jest dziewczyny?- powtórzyłam gest szatynki.
- Mówiłaś to nam dzisiaj z milion razy- zaśmiała się- Dobra, koniec tego pierdolenie, pogadajmy lepiej o tym nowym co doszedł do waszej klasy.-popatrzyłam się na nią zdziwiona- No co? Byłam wczoraj w waszej szkole, podziwiać to i owo.- razem z Lindy spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo.
Kels jest od mnie i od Lindy o 2 lata starsza, wiec ma 18 lat. Pracuję w małej knajpce na rogu ulicy Bring Street. Parę miesięczni temu zerwała z Tommym, chłopak chodzi ze mną do klasy. Szczerze powiedziawszy Kels na stówę jeszcze coś do niego czuje. Ostatnio przyjeżdża do szkoły tylko po to żeby go zobaczyć czy ta suka Bridgit z nim kręci.
- Co do tego nowego to ma na imię Ryan, Ryan Butler. Gadałam z nim raz, może dwa. Gościu wydaje się całkiem okej.- powiedziałam obojętnie patrząc przy tym na mojego paznokcia.
-Lindy, chodźmy już do domu bo Jessie będzie się złościł, a wiesz jaki on jest gdy nie ma mamy.- powiedział Lindy i przytuliły mnie obie na pożegnanie. Trochę mi ich szkoda, bo ten ich ojczym jest takim skurwysynem. Podczas gdy ich mama, pani Jan jest w domu zachowuje się jak święty, ale gdy zostają sami zachowuje się tak jakby był panem domu. Dobrze że moja mama nie ma jak na razie żadnego chłopaka. Zresztą wątpią, że moja mama znajdzie sobie kogoś, po śmierci ojca, załamała się, parę razy trafiła do szpitala, chciała popełnić samobójstwo. Ale zawsze ja ją powstrzymywałam lub babcia która wtedy często tu bywała. Czasami jeszcze boję się zostawić moją mamę samą w domu, ale częściej to ona mnie zostawia. Pracuje całe noce, oraz często jeździ do babci. - Kochanie, jadę do pracy, będę nad ranem, albo w południe.- krzyknęła z dołu mama- Okej- odpowiedziałam jej wchodząc powoli do łazienki. Szybkim ruchem wlałam gorącej wody do wanny i zdjęłam z siebie ubrania. Gdy weszłam do wanny namydliłam swoje ciało malinowym mydłem. Podczas kąpieli włączyłam moją ulubioną piosenkę 'The Bing Bang'. Nie jestem jakąś wielką fanką Rock Mafii ale mają wiele fajnych kawałków, które wpadają w ucho. Po pół godzinnym relaksie, wsmarowałam w ciało mój ulubiony krem toffi. Jezu, gdybym mogla to bym go zjadła. Nagle zawibrował mój telefon. Żwawym ruchem odebrałam telefon nie patrząc kto dzwoni. -Halo?- powiedziałam. Nikt nie odpowiedział, parę razy powiedziałam to samo, lecz znowu pustka. Było tylko słychać oddech kogoś. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Ręce. zaczęły mi się pocić ze zdenerwowania i strachu. Popatrzyłam na ekran telefonu.'Nieznane'. Napis który przeczytałam zabił mnie totalnie. Energicznie nacisnęłam czerwony przycisk i schowałam się pod kołdrę.
Nad ranem obudził mnie ten cholerny budzik. Wstałam i pospiesznie poszłam do łazienki. Nadal byłam przestraszona tym telefonem. Może to była Lindy albo Kels? Ale nie, one wiedzą że panicznie się boje, a horrory to moje przeciwieństwo.
Po skończonej porannej toaletce, obrałam moja ulubioną białą bluzkę z czarnymi napisami, oraz szare jeansy. Do tego założyłam fioletową bluzę i czarne vansy. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Po chwili do domu wpadła zdyszana Lindy. Blondynka siadła na stole i wzięła z koszyczka jabłko.-Gotowa do szkoły?- powiedziała z jabłkiem w buzi Lindy. Kiwnęłam głową na tak i wyszłyśmy z domu w stronę szkoły.
- Dzwoniłaś do mnie wczoraj wieczorem?- spytałam zerkając na nią spod kaptura.
- Nie, a co?
Nic już nie odpowiedziałam, do szkoły doszłyśmy w milczeniu, a to jest bardzo dziwne, bo ona jest zawsze rozgadana. Pod szkołą już stała elita szkolna, czyli Bridgit, Tommy i Cassie. Są popularni tylko z jednego powodu, matka Cassie jest jedną z najlepszych projektantek mody na świecie. Reszta z nich też może spać na kasie.
- Matematyka, ogh. Najgorszy przedmiot jaki może być.- jękła poirytowana swoją pierwszą jedynką z matematyki. Czasami po prostu mam jej dość, ma chyba najlepsze oceny w całej szkole, a ona się przejmuje jedna jedynką.
- Dziewczyno opanuj się.- przewróciłam oczami i poszłam na stołówkę. To co zobaczyłam mega mnie zdziwiło.
mój tt @hejkarusso
nowy rozdział jutro:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)